Dlaczego marnujemy tyle jedzenia? Czy markety są mądrzejsze od nas?

Najpierw trzeba przygotować pole, potem je obsiać i pielęgnować. Kiedy zborze wyrośnie, są żniwa, następnie mieli się zbiory na mąkę z której wyrabia się np. pieczywo. Łańcuch działań i prac przy produkcji codziennych wypieków jest dość złożony, dlaczego zatem chleb, który kulturowo opakowany jest mistycyzmem i wyjątkowym szacunkiem, jest najczęściej marnowanym pokarmem jaki trafia na śmietnik? Kto z nas nie widział wiszących worków foliowych pełnych czerstwych bułek czy zeschniętego w altanach śmietnikowych bochenków? Taki widok niestety stał się dość powszechny, co obrazuje jak duży mamy problem z marnotrawstwem.

W naszym postępowaniu w zasadzie brakuje logiki… Czy my jeszcze myślimy, a może już tylko wykonujemy określone narzucone nam zadania, bo tak na „zaprogramowano”? Pracujemy ponad siły, by mieć pieniądze, po to by kupować zbędny niepotrzebny nam nadmiar. Kupujemy za dużo, bo ciągle biegniemy, bo przez obciążającą pracę mamy mało czasu i z tego względu chcemy zaopatrzyć się na zapas, by mieć trochę łatwiej w codziennym „życiowym sprincie”. Po co to wszystko? Kto nam to zrobił? Komu chcemy zaimponować i czym?  Podsumowując,  wychodzi na to, że ciężko pracujemy po to, aby szybciej zapełniać śmietniki, za które coraz więcej płacimy. Gdzie tu sens?  Brzmi to nieracjonalnie, ale gdyby dokładnie policzyć ile rocznie z tego co kupiliśmy, a nie skonsumowaliśmy, trafiło do altan na odpady, złapalibyśmy się za głowę. Wstępne szacunki mówią, że przeciętna rodzina wrzuca do śmietnika niekonsumowany pokarm o wartości około 2500 zł rocznie, a to tylko jedzenie… Gdyby doliczyć do tego stale rosnące koszty obsługi śmieci, które wynikają np. z problemów ze segregacją ich, ale i łączną, zbiorczą zwiększającą się stale ich ilością, może się okazać, że na wysypiska trafia dużo więcej naszych pieniędzy, niż mówią oficjalne raporty.

Powód takiego stanu rzeczy jest złożony, najprościej sprawę ujmując, kupujemy spontanicznie bez planu, na zakupach jesteśmy przemęczeni i nie robimy przed zakupami rozeznania. Zdecydowanie za dużo czasu spędzamy przed ekranami Tv i online, co powoduje, że w dużym stopniu i bezpowrotnie tracimy kontakt z rzeczywistością. Nasze głowy są przeciążone informacjami, zdjęciami, reklamami, super poradami, trującą nas polityką, a to wszystko sprzyja nieprzemyślanej konsumpcji. Finanse związane z jedzeniem pochłaniają od 40% do 60 % dochodów przeciętnej rodziny, a ceny zdrowej dla nas żywności rosną…

Prawie połowa Polaków przyznaje się, że marnuje jedzenie, a nie wszyscy którzy biorą udział w ankietach, podają prawdę… Wyrzucanie jedzenia nie jest w modzie i często wypieramy ten fakt, bo się go wstydzimy…  35 %  z nas przyznaje, że niezjedzoną żywność, wyrzuca kilka razy w miesiącu. Wyrzucamy praktycznie wszystko co możliwe: chleb, mięso, warzywa, owoce, nabiał. Paradoksem jest, że najmniej marnuje się przetworzonego, anty odżywczego, szkodliwego dla naszych ciał, chemicznego pokarmu, który jest tani, ma długi czas spożycia, jest pełen ulepszaczy, oleju palmowego i uzależniającego nas cukru. Statystycznie Polak wyrzuca na śmietnik ponad 200 kg jedzenia rocznie (te dane są raczej jakimś łącznym podsumowaniem tego ile ogólnie w Polsce marnuje się jedzenia w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, zatem obraz nie jest w pełni wiarygodny). Określa się, że jako Polacy łącznie w ciągu roku wyrzucamy blisko 9 milionów ton jedzenia, choć nie ma twardych danych i są to raczej statystyczne przypuszczenia. W tym samym czasie 2 miliardy ludzi na Świecie jest niedożywiona, lub głoduje. Pracujemy ponad siły, po to, żeby wyrzucać nadmiar który bezrefleksyjnie kupujemy, a który absolutnie nie jest nam potrzebny i którego nie jesteśmy w stanie w żaden sposób przyswoić, ani wykorzystać. Jesteśmy zaprogramowani przez mechanizmy które każdego dnia wgrywane są w nasze głowy, poprzez agresywną reklamę, intensywną promocję i podprogowe schematy mające wyłączyć w nas refleksję (kup 3, zyskach 20 %…)

W blokach reklamowych w ciągu jednego dnia na jednym kanale Tv przez cały dzień emitowane są wielorakie produkty do jedzenia – zrobiono badania i zliczono liczbę produktów propagowanych w ciągu jednego dnia na jednym „programie”, a w zasadzie policzono ich kaloryczność. Łączna suma energetyczna tego co jest reklamowane jednego dnia to 20 000 kalorii! Przejadamy się okrutnie, a do tego marnujemy żywność. Dzieje się tak, między innymi, bo tego chce przemysł spożywco – farmaceutyczny, mamy jeść cały czas, a po tym przejedzeniu mamy chorować, bo to się po prostu opłaca.

Jesteśmy zmęczeni, przepracowani i przejedzeni, do tego najchętniej spożywamy to co nam szkodzi, to powoduje, że stajemy się leniwi, bez energii, a do tego jak śpiewa Kazik „Nie mam na nic czasu, bo oglądam seriale.” Krótko mówiąc odmóżdżamy się…

 

Coraz mniej się przejmujemy tym co nie do końca rozważne, czy sensowne. Nasza uwaga każdego dnia zajmowana jest setkami przekazów jakie do nas docierają, dlatego emocjonalne przejęcie tym co tu napisane minie i zostanie po kilka dniach zapomniane. Choć zgadzamy się z tym, że marnowanie jedzenia jest niewłaściwe, szybko przestajemy się tym przejmować. Po czasie dyscyplina męczy, a natłok zalewających nas każdego dnia informacji, zajmuje miejsce temu co było wczoraj. To Kultura czy może „obłęd” zakupowy? Hasła które działają na zaprogramowanych konsumentów, czyli na większość z nas: „Kup 3, a 4 dostaniesz gratis” „10 zł mniej zapłacisz u nas za zakupy, jeżeli pojawisz się u nas jutro i wydasz  kolejne 100 zł na produkty z działu owoce” „Mega paka XXL” „Zmieniamy się dla Ciebie, teraz większe wózki dla większej wygody”, „Więcej za mniej”, „Tylko z naszą kartą, 20 % rabatu  na wybrane produkty (oferta ważna tylko do jutra). Choć wypieramy i mówimy, że jesteśmy „ponad to”, całe nasze życie i działania mówią o nas dużo więcej niż to co formalnie deklarujemy, bo to poprawne towarzysko. Jesteśmy podporządkowani konsumpcji, a produkty z reklamy, uważamy za lepsze od tych o których nie słyszeliśmy. Nie umiemy odczytać tego co znajduje się w składnie danego produktu, nie mamy wiedzy, chęci, ani czasu. Dobrym testem dla samego siebie jest sprawdzenie ile  reklamowanych „markowych” gadżetów mamy w domu, zaczynając o „pysznej” herbaty zbieranej o poranku przez szczęśliwych mnichów, czy czekolady mlecznej od fioletowych krów, a kończąc na łazience, w której ilość produktów kosmetycznych „poprawiających” urodę naszego zmęczonego ciała, po prostu smuci.

Z badań przeprowadzonych w Niemczech (przez Karlsruher Institut für Technologie) wynika, że więcej jedzenia marnują osoby, które głównie zaopatrują się w marketach.

Większość marketów oferuje gamę produktów rolniczych pochodzenia Hiszpańskiego… Zobaczcie sobie jak wygląda w rzeczywistości rolnictwo w Hiszpanii, choć śmiało można powiedzieć, że to niewolnictwo. Almeria to największy obóz pracy w Europie, to tam „produkowana” jest większość tego co można kupić w marketach, a pochodzi z Hiszpanii. Tu link  wejdźcie i powiększcie sobie do momentu, aż zobaczcie „morze” foliowych planacji…  Ta wielka hodowla to 33 tys. hektarów, na której w niewolniczych warunkach pracuje od 80 do 100 tysięcy osób…Rocznie to 3,5 miliona ton „ładnych” owoców i warzyw, pomidorów, selera, papryki, cukinii, ogórków i wielu innych. 70 % tego co zostanie tam stworzone, zasila międzynarodowe korporacyjne markety w Europie, oczywiście także w Polsce. Pomidory które w lato nie widzą słońca… made in Hiszpania. Co ciekawe przez 30 lat na tych samych hiszpańskich polach bez żadnych przerw cały czas rosną warzywa i owoce – ilość chemii jaka musi być dodawana, aby były na niej tak spektakularne plony, musi działać na wyobraźnię. To tylko jeden z argumentów, do tego aby kupować jedzenie od lokalnych dostawców i rolników.

Co więcej w przeciwieństwie do masowych sklepów i ich klientów, mniej żywności marnują klienci zaopatrujący się w małych sklepach osiedlowych i lokalnych ryneczkach warzywno – owocowych. Markety mają sztaby osób pracujących przy badaniu tego co na nas działa, jak zachowujemy się jako klienci i na co dajemy się najłatwiej nabierać, cel jest jasny: masz jak najwięcej wydawać, robić jak największe zakupy i masz regularnie przychodzić, najlepiej codziennie. Choć wydaje nam się, że to my jesteśmy „panami” sytuacji, ostatecznie korporacje mają coraz większe zyski, a my tyjemy i chorujemy na potęgę mając coraz to szczuplejsze portfele i gorsze samopoczucie, nie mówiąc o relacjach z innymi, których jest coraz mniej..

Czy można to zatrzymać?  My uważamy, że tak i dlatego działamy, bo #GorzówToMy!

Trzeba nam pragmatycznej edukacji, zwiększającej świadomość i pobudzającej do refleksji. My jako stowarzyszenie nie oglądamy się na to co za nami, na innych, szczególnie na tych którzy z perspektywy kanapy oceniają rzeczywistość, bez fizycznego zaangażowania i emocjonalnej zadumy (oni zawsze wiedzą lepiej).

Czas działać, zmieniać to co możliwe jest do zmiany. Nasze codzienne wybory mogą zmienić nasze miasto, kraj, świat. Nie oddawajcie swojej uwagi polityce, urzędnikom,  bo szkoda na nich czasu. Im więcej będziecie się zajmować „tematami zastępczymi”, tym mniej będziecie mieli czasu na siebie i to co naprawdę ważne.

Zmieńmy nasze miasto, zmieniając samych siebie i to na pewno jest możliwe. My jako #GorzówToMy mamy konkretne plany i wiemy, że można sporo poprawić, że może być dużo lepiej, niż jest.

Czego nam potrzeba? Waszego wsparcia i pomocy, energii niezbędnej do tego aby przeprowadzić i wdrożyć zmiany.

Trzymacie się ciepło i do zobaczenia na naszych akcjach #GorzówToMy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *