Powszechne pijaństwo, czyli „człowiek nie wielbłąd napić się musi…”

Ze mną się nie napijesz? Z kim jak z kim, ale ze mną?

Mówi się, że sportem narodowym z Polsce jest piłka nożna, inni się spierają i twierdzą, że jest nim żużel, rzeczywistość pokazuje jednak co innego, a mianowicie, że takiego sportu jak regularne picie i upijanie się alkoholem, nie przebije już nic… Czy alkohol to nasza kultura narodowa? Czy rauty i upijanie się do przysłowiowego „zgonu” można nazwać kulturą? Może to i dziedzictwo, ale czy warto się nim szczycić? Wątpię i uważam, że zdecydowanie warto odpuścić ten dyskusyjny wątek, aby skupić się na tym co dzieje się z naszym narodem.

Dla pełnego obrazu:

Nie jestem przeciw wypiciu piwa, czy dwóch, nie ma nic nagannego w rozkoszowaniu się lampką szampana, czy raczeniem się zdrową ilością czerwonego wina, zawierającego korzystne dla naszego ciała antyoksydanty. Jeżeli lubisz gin lub whisky, to bardzo dobrze i nie ma w tym nic czego trzeba się obawiać, alkohol jest dla ludzi. Kupienie sobie porządnej butelki kilkunastoletniej „łychy” w sklepie w którym ktoś kto sprzedaje (a zna się na tym co poleca), podpowie Ci czym jest dobry gatunkowy alkohol jest jak najbardziej w porządku. Pij i delektuj się smakiem wytrawnego trunku, w towarzystwie bliskich ci osób. To jest właśnie kultura picia, nie ilość, a jakość. Wydaj 500 zł na butelkę zacnego płynu, zamiast wydać te same pieniądze na 25 butelek taniej wódki, by co weekend się zatruwać.

 

Poniższy wpis dotyka głównie regularnego degeneracyjnego pijaństwa, które niszczy, nie tylko nasze zdrowie, ale i relacje społeczne, czy rodzinne.

W 21 wieku pijemy zdecydowanie więcej alkoholu, niż piliśmy go za komuny, niewiarygodne, ale prawdziwe. Nie tylko pijemy więcej, ale i zdecydowanie częściej. Według PARPA (Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych) w Polsce jest już blisko milion osób uzależnionych od alkoholu, a kolejne 2,5 miliona osób to grupa pijąca regularnie, z dużym ryzykiem zachorowania na alkoholizm. 3,5 mln ludzi w naszym kraju jest praktycznie codziennie pod wpływem, dla lepszego obrazu, 3,5 miliona to więcej niż łącznie mieszka w Warszawie, Gdańsku, Szczecinie, Poznaniu i Gorzowie.

W 1980 roku przeciętny Polak wypijał średnio 8 litrów czystego alkoholu, w 2019 roku to już prawie 12 litrów na głowę, niestety tendencje są rosnące. Przewiduje się, że spożycie szeroko pojętych trunków, w ciągu najbliższych lat, wzrośnie o kolejne kilkanaście %… Socjaliści wiedzieli, że pijanym narodem łatwiej sterować, aby utrzymać go w przysłowiowych ryzach, jak się okazuje, kapitaliści upijają nas jeszcze bardziej. Alkohol jest dostępny od rana do nocy i to praktycznie na wyciągniecie ręki. W samym Gorzowie jest około 200 punktów w których można kupić trunki, od wielkopowierzchniowego marketu, po małe sklepy osiedlowe, stacje paliw, czy najpopularniejsze sieciówki. Czy to nie reklama jest dźwignią handlu? Czy to nie jest tak, że impuls czyni motyw? Im więcej mamy kontaktu z alkoholem, tym więcej pijemy i żaden lament  z cyklu „Ja go widzę codziennie i nie piję” tego nie podważy. Im łatwiejszy dostęp, im powszechniejsze picie, tym więcej pijemy.

Co nami kieruje? 

Pijemy praktycznie przy każdej okazji, a nawet i bez niej, dla „fana trunków” każdy pretekst do „dziabnięcia” jest dobry. „Piwko” które nie jest traktowane jak alkohol stało się codziennością dla wielu milionów Polaków, a małpka wypita podczas spaceru z psem, to łyczek dla rozluźnienia, na lepsze trawienie. Piją wszystkie grupy społeczne, zamożni, wykształceni, biedni, z nizin, z marginesu, piją młodzi,  starzy, kobiety i mężczyźni. Pijemy tanie wina i masowe piwo, „małpki” na spacerze z psem, drinki „kobiece”, czy super drogi alkohol dla vipów… Niezależnie od wyborów, ostatecznie cel jest ten sam – picie.

Jak pić wódkę… z filmu „Żólty szalik” Janusz Gajos

 

Działanie

Alkohol działa na człowieka przewidywalnie i za każdym razem. Co istotne daje 100% gwarancje wprowadzenia się w stan „znieczulenia”. Wódka to pewniak i  zawsze można na nią „liczyć”, choć jak nie ma wódki, to piwo i wino, też „pomogą”.  Alkohol działa na OUN (ośrodkowy układ nerwowy  w mózgu – czyli najważniejszą cześć układu nerwowego u ludzi). Po spożyciu szybko wpływa na nasze zachowanie, powoduje rozluźnienie i dodaje fikcyjnej pewności siebie.  W początkowym stadium upojenia etanol hamuje mechanizmy kontrolujące, przez co czujemy się atrakcyjniejsi i mądrzejsi, nabieramy odwagi i popadamy w euforię. Stan zachwytu szybko mija, dlatego słabniemy i czujemy się senni, wtedy też trzeba dopić, aby podtrzymać błogostan.  Organizm wydala alkohol w postaci przetworzonej, głównie dzięki intensywnej pracy wątroby. Po uniesieniu alkoholowym, następuje naturalny proces usuwania go z organizmu, który objawia się efektami ubocznymi wcześniejszego zatrucia organizmu, potocznie nazywa się go „Kacem”. Kacowi towarzyszy szereg dolegliwości: ból głowy, suchość w ustać, nadwrażliwość na światło, hałas, osłabienie, drżenie rąk. Na kacu entuzjazmu nie doświadczymy, a pewność siebie znika, czujemy niepokój i rozdrażnienie, łatwo ulegamy.  U sporej części osób  skacowanych występuje smutek psychiczny połączony z poczuciem winy, potocznie zwie się to „moralniakiem”. Osoby pijące sporadycznie, po „balandze” czują wstręt do alkoholu, osoby pijące regularnie, na kacu preferują „strzemiennego” (czyli wypicie np. piwa, 50 g wódki w celu złagodzenia efektu odstawienia).

Alkohol niszczy nasze zdrowie, degeneruje nasze ciało, krok po kroku zabija w nas życie. Każdy kto ma z tym wątpliwości, niech odwiedzi parki i zobaczy tam osoby delektujące się alkoholem przez większość swojego życia, widok będzie raczej smutny…

 

Dlaczego pijemy? Czyli od popijania do degeneracji

„Na tym polega problem z piciem. Gdy wydarzy się coś złego, pijesz, żeby zapomnieć. Kiedy zdarzy się coś dobrego, pijesz, żeby to uczcić. A jeśli nie wydarzy się nic szczególnego, pijesz po to, żeby coś się działo.”

„Kobiety”  Charles Bukowski

Najprościej? Bo nie umiemy cieszyć się życia… Bo zjada nas presja, ambicja, bo jesteśmy przeciążeni, bo nie dajemy rady, bo tradycja, bo kultura, bo wszyscy piją, bo lubię…

Alkohol pełni funkcję mechanicznego regulatora emocji, jak chcesz podrasować sobie samopoczucie po prostu pijesz i świat na chwilę zmienia barwy, napięcie odpuszcza. Wypity alkohol ma zdolność szybkiego przenikania bariery krew – mózg, co praktycznie natychmiast zmienia nasze zdolności percepcyjne, to takie antidotum na wszelkie dolegliwości. Niektórzy mówią, że pijemy alkohol ze szczęścia, inni twierdzą, że piją, żeby się wyluzować, jeszcze inna grupa osób pije ze smutku lub żeby zapomnieć… Ogólnie sprawę ujmując, pijemy, bo mamy motyw który nas nakręca, a nie dlatego, że mamy problem z alkoholem – przynajmniej w teorii.

Z upiciem się jest jednak pewien problem, super stan szybko mija i aby znów poczuć moc, trzeba proces powtórzyć. Po wielu latach wpadamy w pułapkę regularności, a zakrapianie ze znajomymi w weekend staje się rutyną, gdy „imprezy” brakuje i nie ma z kim wypić, pojawia się motywacja do drinkowania samodzielnego, zazwyczaj w towarzystwie ekranu… i tak wpadamy w pętlę samotności, smutku i regularnej potrzeby spożywania. Na poprawę nastroju, na „doła” nie pozostaje nic innego jak wypić…

W zasadzie zgodnie z tym co pisał Paracelsus „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę”.

Jakie dawki alkoholu są duże? Wypicie 2 piw w tygodniu wielkiej krzywdy raczej nie zrobi, ale wypijanie piwa codziennie i spożycie wódki na weekend już tak. Alkohol jest podstępny, bo wprowadza się w nasze życie latami, jest cierpliwy i powszechnie dostępny, zawsze w gotowości, aby nam pomóc. Alkohol nie ocenia, nie robi wyrzutów, to „przyjaciel” na dobre i złe, głównie na złe…

Słowa i zwroty które często słyszy się w towarzystwie osób pijących, które „motywują” do picia, dają moc, wzmacniają siłę do organizacji libacji i samego alkoholu:

  • muszę się dziś najebać!
  • idziemy się napierdolić?
  • dziabniemy coś w weekend?
  • muszę się napić!
  • damy dziś w palnik?
  • damy dziś w gaz?
  • chlapniemy coś?
  • idę się nachlać..

Po imprezie:

  • ale się ujebałem…
  • uwaliłem się wczoraj jak dzik!
  • ale się naprułem..
  • ale ten to się zrobił!
  • urwał mi się film…
  • ale się struł…
  • całą noc rzygałem
  • ale mam helikoptery

Hasła „żarty”:

„Alkohol to twój wróg, więc lej go w mordę!”

„Wódki i pacierza nigdy nie odmawiam”

„Chluśniem, bo uśniem”

„No to na rozchodniaczka”

„Nie na wodę he he he”

„No to siup, w ten głupi dziób”

„Piłeś, nie jedź! Nie piłeś? Wypij!”

„Kto nie pije, ten kapuje”

„Kto pije i pali ten nie ma robali”

„Piję, bo lubię”

„Na drugą nóżkę”

„Ze mną się nie napijesz”

„Na coś trzeba umrzeć”

Co można z tym zrobić? Czyli fikcja profilaktyki alkoholowej…

U nas picie rośnie, a w wielu krajach Europy  spada:  we Francji, Niemczech Anglii, Włoszech czy Rosji!

W latach 90 za jedną przeciętną pensję byliśmy w stanie kupić 30 – 40 flaszek wódki, dziś możemy kupić za średnią pensję ponad 120 półlitrowych butelek wódki…

Rocznie przepijamy prawie 35 miliardów złotych, przeciętnie Polak wydaje średnio 1100 zł na alkohol. Najwięcej, bo połowę z wydatków na picie, wydajemy na piwo…

Łączne dochody Państwa ze sprzedaży wszystkich alkoholi wynoszą około 18 miliardów złotych. Rekordowy budżet Gorzowa na wszystkie wydatki łączne w naszym mieście, w tym szkoły, urzędy, remonty itp. to jeden miliard złotych. Zatem w skali Polski, rocznie przepijamy budżet 35 miast wielkości Gorzowa, na którym Państwo zarabia połowę… kto zarabia resztę? Producenci i dystrybutorzy alkoholu.

Jak podaje Kongres Trzeźwości całkowite koszty związane z piciem alkoholu czyli: zasiłki społeczne, akcje policji związane z burdami alkoholowymi, wypadki samochodowe osób pod wpływem lub z ich udziałem, uszkodzenia mienia, absencja w pracy, leczenie powikłań poalkoholowych, przymusowe leczenie osób uzależnionych popełniających wykroczenie, czy koszt utrzymywania osób skazanych za przestępstwa dokonane pod wpływem – roczny koszt  tych wydatków to około 45 miliardów złotych… To tylko finanse, o skutkach zdrowotnych i społecznych pisać nie trzeba, bo widoczne i słyszalne są każdego dnia, wystarczy włączyć media, lub wyjść wieczorem do miasta. Rodziny alkoholowe to przede wszystkim dzieci, które skazane są na życie w patologii, które mają dużo gorsze szanse na „normalny” rozwój…

Jedna złotówka  dla gminy z tak zwanego „korkowego” (czyli przychodu ze sprzedaży alkoholu), generuje 4 zł kosztów związanych z konsekwencjami pijaństwa (leczenie, wypadki, rozboje, szkody społeczne).

Profilaktyka czyli co?  Powstałe sztuczne twory jakim są komisje do spraw walki z uzależnieniem, to nic innego jak zwykłe uprawianie fikcji, dla fikcji, bez wpływu na rzeczywistość. Organizowane konkursy dla dzieci, w których do wygrania są kubki, czy festyny urządzane raz do roku, które według inicjatorów mają dać realny efekt i przeciwdziałać pijaństwu, to wyreżyserowana fasadowa profilaktyka. Ulotki, broszury, pogadanki w szkole, to narzędzia walki z uzależnieniem?  Skoro tak, to dlaczego coraz więcej młodzieży i dzieci sięga po alkohol, a wiek osób inicjujących picie stale obniża się?

Naiwnością byłoby sądzenie, że skuteczność w/w działań będzie miała jakikolwiek wpływ na rzeczywistość.  Przy tej skali „inwazji” reklam związanych z alkoholem, agresywnej podprogowej masowej manipulacji i upowszechnionym dostępie do napojów odurzających, zapobieganie w obecnej formie, to mało śmieszny żart, wyłącznie dla statystyk.

Praktycznie wszystkie badania dotyczące tego jak obniżyć w społeczeństwie ilość wypijanego alkoholu, mówią, że wystarczy ograniczyć do niego dostęp, co automatycznie poskutkuje mniejszą konsumpcją. Czy jakikolwiek rząd narazi się wyborcom i ograniczy dostęp do alkoholu? Odpowiedź pozostawiam do własnej refleksji.

Alkohol, pornografia, objadanie się, narkotyki, czy uzależnienie od ekranów, to nasza rzeczywistość, a samotność w tłumie to codzienność milionów…

Mamy 21 wiek i zmiany pragmatyczne są konieczne, jeżeli ich nie wdrożymy, będzie nam coraz trudniej, nie tylko z alkoholem, ale i w relacjach społecznych. Zmianę powinniśmy dokonać od samych siebie, bo tylko na siebie mamy realny wpływ. Nie pozostaje nic innego, jak uczciwość wobec własnego odbicia w lustrze, bo jeżeli uda nam się dogadać ze sobą, można przyjąć, że zmieni się całe społeczeństwo. Działamy, bo #GorzówToMy!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *