Polaki cebulaki, czyli jak wyjść na swoje, cudzym kosztem.

Polaki cebulaki. Takim przezwiskiem określa się naszych małostkowych, skąpych rodaków. Stereotypowy „Polak – cebulak” potocznie mówiąc kombinuje, czyli unika płacenia, „oszczędza” na wszystkim czym się da i poniekąd trudno mu się dziwić.  Lubi też narzekać, zrzucać z siebie odpowiedzialność i przerzucać ją na ” tych innych”.  Sam o sobie myśli, lepszy cwaniak, mądrzejszy od masy i sprytny niczym dzika puma. Czy rzeczywiście jest takim wiraszką za jakiego się uważa?
Chciałabym powiedzieć że nie, jednak wystarczyła jedna chwila by rozłożyć ręce wskutek bezsilności i potwierdzić,  iż ów stwierdzenie jest bardziej trafne, niż nam się wydaje.

Od jakiegoś czasu w Gorzowie grupa ludzi #GorzowToMy w różnym wieku wzięła się za miejskie porządki. Inicjatywa zacna i prosta w swej idei, wystarczyło zakasać rękawy, wziąć sprawy w swoje ręce i działać.  Kilka akcji za nami, 30 ton śmieci z miejskich terenów zielonych zostało zebranych: tu linki do naszych akcji.

Gorzów powoli, ale systematycznie, nabiera barw naturalnej przyrody. Sterty wyrzucanych „na lewo” śmieci znikają z parków i trawników…ale jak się okazuje, „polski cebulak” ma to gdzieś.

Ktoś uznał, że cudzą pracą wzgardzi i zamiast rozkoszować się czystym łonem natury skorzysta z wolnego miejsca i wyrzuci swój „gabaryt” tam gdzie przed miesiącem setki osób sprzątały. Cebulak sobie pomyślał: przecież nikt nie zauważy jak wyrzucam sterty gratów, a jak nie widzą tego co robię, a mi się chce, to mogę… Ot cwany.

Kilka suchych faktów. Polak średnio produkuje 312 kg śmieci rocznie. Takie dane zostały przedstawione w drugiej połowie ubiegłego roku. Co więcej NIK podaje, że na przestrzeni lat 2015-2017 na terenie tylko 13 gmin (aktualnie w Polsce mamy ich 2477) odnotował  blisko 6 tysięcy dzikich wysypisk śmieci, z których wywieziono 15,5 tysięcy ton odpadów. Jakby to przełożyć na skalę całej  Polski daje to kolejno 1 150 000 dzikich wysypisk i 3 mln ton śmieci! Koszt wywozu tych odpadów to ponad miliard złotych, koszty strat związanych z zanieczyszczeniem tych miejsc, jest trudny do oszacowania, ale to kilka miliardów złotych. Za takie wysypiska zapłaci każdy jeden obywatel, nawet ten  „sprytny Polak – cebulak”.

Dlaczego więc ludzie wciąż wyrzucają śmieci na dziko? Odpowiedz jest prosta. Praktycznie każdy kto to robi, chcę zaoszczędzić. Niestety nie tędy droga do oszczędności, a wręcz można jednoznacznie stwierdzić, że jest to przeciwny kierunek. Dla przykładu, podatki każdy obywatel płacić musi, czy mu się to podoba czy nie i to jest fakt. Fiskus skrupulatnie sprawdza, ile może nam zabrać i po prostu to robi, czyli zabiera i nie dyskutuje. Typowa cebula, będzie więc marudzić, że podatek za duży, że rząd nie taki i w ogóle jest źle, pomimo tego przyjmie na klatę, bo wyjścia nie ma. Wiadome jest też to, że jak nasz spryciarz zwęszy, że może sobie odbić stratę finansową z podatku, to po prostu to zrobi bez mrugnięcia okiem i odzyska część grabieży „oszczędzając” na przykład na  wywozie śmieci.

Lawirant opłat za odpady które wytwarza, swoją nadmierną konsumpcją,  nie jest w stanie strawić, co to to nie.  Kto by był na tyle „głupi”, żeby płacić za coś takiego jak odpady? Skoro można pod osłoną nocy wyrzucić kilka gratów, leżankę, telewizor,  czy stare donice w krzaki, nasz „kalkulator” po prostu robi to…

Być może takie zachowanie ma coś wspólnego z głośną w ostatnich latach „aferą śmieciową”. Opłaty za wywóz odpadów rosną w zastraszającym tempie, a tendencja jest stała, będzie na pewno drożej.  Brak organizacji i chaos jaki zapanował w osiedlowych śmietnikach nie sprzyja legalnemu wywozowi odpadów, nie mówiąc już o prawidłowej segregacji.

 

zdjęcie z ul. Walczaka, przy Willi Park,  pomiędzy Willą, a przychodnią

 

 

Z ciekawostek:

Mieszkasz w bloku – wspólnota podjęła decyzję, że śmieci będą segregowane, czyli 15 zł zapłacimy od osoby za wywóz śmieci, a nie 22 złote w przypadku niesegregowania.

4 osobowa rodzina zapłaci miesięcznie 60 zł – rocznie 720 zł rocznie.

Po 3 miesiącach okazuje się, że 30 % mieszkańców tej wspólnoty nie segreguje śmieci wcale, a jak nie segreguje, to tym bardziej, nie przejmuje się tym do jakiego pojemnika wyrzuca swoje odpady.

30 % lokatorów wrzuca resztki do pojemników na plastik, szkło czy papier, 70 % osób przynosi wynosi śmieci segregowane, ale nie może ich wrzucić do pojemników przeznaczonych na plastik, czy papier, bo w tych pojemnikach zalegają już worki wrzucone przez tych którzy segregację i pozostałych mieszkańców mają gdzieś.

Firma odbierająca odpady informuje wspólnotę, że śmieci nie są segregowane i dlatego jest zmuszona narzucić wyższe płatności na każdego mieszkańca wspólnoty, czyli już nie 15 zł od osoby, a 22 złote. 4 osobowa rodzina zapłaci miesięcznie 88 zł – rocznie 1056 zł (koszt zakupu 365 chlebów).

Co ważne w tej sytuacji.

Wiele mieszkań jest wynajmowanych lokatorom, czasami 6 osób mieszka w jednym mieszkaniu… wspólnota nalicza opłaty za wywóz śmieci na jedną osobę do danego mieszkania, bo tylko jedna figuruje jako stały lokator, lub ma meldunek…

Nie ma znaczenia ile śmieci produkuje moja rodzina, płacimy stałą stawkę, niezależnie od tego, czy wyrzucę tonę śmieci w miesiącu, czy 30 kilogramów – jak zatem motywować ludzi do zmiany, skoro ilość nie ma znaczenia?

Jako GorzówToMy  wychodzimy z założenia, że jedyną sensowną opcją, która może zmienić obecny stan,  jest edukacja i podnoszenie świadomości mieszkańców.

 

zdjęcie z ul. Walczaka, Sady 

Smutne jest to, że żyjąc w XXI w., w dobie Internetu i smartphona, w czasach kiedy wyznacznikiem luksusu staje się auto prosto z salonu, Polacy próbują przyoszczędzić na czymś na czym naprawdę nie warto oszczędzać. Wszak auto raz jest takie, a za miesiąc może być inne, jednak Matka Ziemia jest jedna. A ona w końcu przestanie nam wybaczać.

Pozostaje mieć nadzieję, że z czasem będzie coraz więcej osób, które nie tylko po godzinach swojej pracy będą sprzątać miasto w ramach inicjatywy społecznej, ale też takich którzy tak po prostu zrozumieją, że ten jeden foliowy worek wyrzucony na trawnik w parku będzie się tułał po Ziemi kilkaset lat. Pamiętać tylko należy, że wszystko w naszych rękach. Wystarczy kilka drobnych zmian w naszych przyzwyczajeniach, a życie stanie się przyjemniejsze. Zmiana plastikowych jednorazówek na zakupach na torbę materiałową czy kosz, posprzątanie po swoim pupilu na spacerze lub wyrzucenie papierka po batoniku do śmietnika,  to błahostki  dla nas,  ale wielkie rzeczy dla naszych miast i całego Świata.

Tylko razem i tylko wspólnie możemy coś zmienić. Każdy ma wpływ na środowisko i każdy ponosi odpowiedzialność za to jak wyglądają nasze domy, parki, lasy, ulice, wsie i miasta.

 

Tekst przygotowany przez:

Natalię Nowak, Marka Rybkę

 

Tagi z historii
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *